2014.04.04 Jarní výcvik v Kojatíně

4 kwietnia 1865r. Abraham Lincoln, szesnasty prezydent USA, dociera do ujarzmionego Richmond. Długotrwała, bratobójcza wojna, na ołtarzu której swe kruche życie złożyło tysiące istnień, powoli zmierzała ku końcowi. 149 lat później zwiad 58 Nowojorskiego Ochotniczego Regimentu, w składzie sgt. Blue Savage, cpl. Yankes 62, Old Savage oraz Pete Gordon, wyrusza na południe, by tam przygotować się do zmagań z tymi, którzy za nic mają idee wiążące zjednoczone Stany w nierozerwalnej Unii.

Szlak doprowadził nas do położonej pomiędzy lasami i małymi jeziorkami miejscowości Kojatín w Kraju Wysoczyny. W jej pobliżu rozbiliśmy obozowisko. Na miejscu wraz z unijnymi żołnierzami z 26 Regimentu Piechoty z Wisconsin oraz 1 Nowojorskiego Regimentu Artylerii Lekkiej wzięliśmy udział w wielu morderczych ćwiczeniach, mających na celu stworzenie z nas mechanizmu, działającego na podobieństwo zegarmistrzowskiego arcydzieła. Kadra oficerska, w osobie lt. Toma, oraz podoficerska nie szczędziła nam potu i zmęczenia, które można było ugasić jedynie życiodajnym płynem z wojskowej manierki. Na szczęście mieliśmy ze sobą Yankesa, którego gulasz (przepis do wyłącznej wiadomości dowództwa regimentu postawiłby na nogi nawet truposza, nie mówiąc o takich głodomorach jak my. [Obrazek: DSC01906.jpg]Výcvik, oprócz ćwiczeń w polu, przewidywał także działania w terenie zalesionym (Skirmish). Późnym popołudniem w myśl zasady, iż żołnierz nudzić się nie może, uskutecznialiśmy budowę umocnień. Ostatniego dnia wraz z jankeska bracią z Czech i nie tylko spędziliśmy na testowaniu leśnego szańca i trzeba przyznać, że zrobiliśmy chyba za dobrą robotę. To co napisałem powyżej to tylko mały wycinek tego co tam się działo, a co było wstępem do wrześniowej imprezy organizowanej przez CACWA. Największe wrażenie zrobił na mnie sposób w jaki nas przyjęli i ugościli nasi Gospodarze, za co wielki szacunek im się należy.
Podziękowania należą się wszystkim, ale złożę je na ręce Toma, Flegmy i Bombajsa.

pvt Pete Gordon