58th NYSV reenacting group

Pełna wersja: Geneza wojny secesyjnej
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Przyczyn wybuchu wojny secesyjnej nie znajdziemy na trzy, pięć, czy dziesięć lat przed dniem 12 kwietnia 1861r., to jest dniem, kiedy pociski wystrzelone z konfederackich dział spadły na federalny Fort Sumter, położony w zatoce Charleston w Karolinie Południowej.
Przyczyn tej bratobójczej wojny należy szukać u zarania istnienia Stanów Zjednoczonych Ameryki, które kończąc rewolucję w imię wolności i niezależności od brytyjskiej Korony, nie potrafiły rozprawić się z problemem niewolnictwa.
Kolejne lata istnienia państwa, które było wielkim eksperymentem demokracji, dobitnie ukazują, że rządzący, jak i społeczności Południa i Północy nie potrafiły zerwać związków z tą "specyficzną instytucją".
Poniżej przedstawiam swoje subiektywne spojrzenie na drogę prowadzącą do wojny secesyjnej, na której w okresie od początku 1789r. do 12 kwietnia 1861r. pojawiali się prezydenci, jak i członkowie Kongresu, którzy próbowali zlikwidować niewolnictwo, jak i tacy, którzy swym działaniem próbowali umocnić jego istnienie.

[attachment=1643]
[attachment=1644]
[attachment=1645]
[attachment=1646]
[attachment=1647]
[attachment=1648]
[attachment=1649]
[attachment=1650]
[attachment=1651]
[attachment=1652]
[attachment=1653]
[attachment=1654]
[attachment=1655]
[attachment=1656]
[attachment=1657]

PS.
1. Z uwagi na fakt, że przy konwersji pliku z typu word na jpg doszło do pewnego zniekształcenia treści pliku źródłowego (mam głównie na myśli to, że daty kadencji poszczególnych prezydentów zostały zamienione i na początku jest data zakończenia prezydentury, a na końcu jej początek Wink ), zamieszczam poniżej całość tabeli w pliku źródłowym typu word. Pomimo tych drobnych problemów z konwersją pliku liczę, że będzie on czytelny dla Was.

[attachment=1661]

2. Jeśli czytając powyższe załączniki stwierdzicie, że pewne kwestie historyczne, które wymieniłem winny być skorygowane lub uzupełnione, to proszę o komentarze w tym wątku. Big Grin

Blue Savage

Rozbraja mnie, że Washington był bezpartyjny. A przy Jefferson jest sformułowanie "demokratyczny republikanin" Smile

Kawał pracy, Pete Smile
Sądzę, że jako pierwszy prezydent w USA, nie chciał był członkiem jednego ze stronnictw, by nie polaryzować społeczeństwa świeżo narodzonego kraju. Jednak mając w gabinecie Hamiltona, co by nie było zatwardziałego federalisty, który na dodatek służył pod jego rozkazami w czasie rewolucji, jak nic skłaniało go bardziej ku opcji reprezentowanej przez Hamiltona.
Tak jak zapisałem w krótkiej notce pod wizerunkiem Waszyngtona - sprzyjał federalistom.

Wielu twierdzi, że niewolnicy nie byli przyczyną wybuchu wojny secesyjnej, ale sądzę po zapoznaniu się z różnymi poglądami historyków, że może niewolnicy nie byli przyczyną tej wojny, ale sama instytucja niewolnictwa już nią była.
Gdyby u zarania powstania USA rozwiązano kwestię niewolnictwa, poprzez jej całkowitą likwidację, wówczas południe musiałoby przyjąć inne rozwiązania gwarantujące jej gospodarcze istnienie, bo nie sądzę, by chcieli się całkowicie uzależnić od Północy.
A tak Konstytucja zapewniła istnienie niewolnictwa, co pozwoliło południowcom brnąć w tę nieprzyszłościową metodę gospodarowania zasobami tej części USA.
Konsekwencją tego były narastające antagonizmy, przeciąganie liny to w południową to w północną stronę. Przyjmowanie np. kompromisów roku 1820 i 1850, które nie załatwiały problemów, tylko je pudrowały. Przez znaczny okres istnienia USA, od ich powstania do wybuchu wojny secesyjnej prezydenci, jak i skład Kongresu nie byli zainteresowani babraniem sobie rąk likwidacją "specyficznej instytucji" i albo omijali ten temat szerokim łukiem, albo woleli nie przeciwstawiać się południowym plantatorom, za którymi stały mimo wszystko znaczne pieniądze i wpływy polityczne.
Przez blisko 70 lat istnienia USA konflikt narastał i musiał koniec końców wybuchnąć, gdyż jakikolwiek kolejny kompromis nic by już nie dał. Mógł był tylko wykazać polityczną dominację południa i zepchnąć północ do roli drugiego skrzypka w orkiestrze, ale na taki rozwój wydarzeń mocna już gospodarczo północ zgodzić się nie mogła.
I tak jak to już było w przeszłości, południe ponownie chciało wykorzystać kartę "secesji" (casus Karoliny Południowej w 1832r.), z tą różnicą, że tym razem tę kartę rzuciło na stół jedenaście stanów, a nie jak to było wcześniej groził tym tylko jeden.
Czarę goryczy przelały wybory prezydenckie roku 1860, które głosami północy wygrał A. Lincoln, reprezentant partii popieranej jedynie w tej części kraju.
Sytuację można by porównać do zbyt długo gotowanego kotła z gulaszem. Mnóstwo składników, w tym wiele pikantnych, zbyt duży ogień pod nim i chciał, nie chciał musiało to wszystko wykipieć.
Poparcie tezy o dominacji politycznej Południa przed wojną secesyjną znajdziemy w publikacji H.R. Helpera pt. "The Impending Crisis of the South" (Grożący kryzys Południa), wydanej przed wybuchem konfliktu, z której wynika, że do 1857 roku na 16 dotychczasowych elekcji prezydenckich Południe aż 11 razy obsadziło Biały Dom swoimi przedstawicielami.
Podobnie było w przypadku innych urzędówi i tak Południe obsadziło swoimi reprezentami:
- 14 na 19 osób piastujących urząd prokuratora generalnego;
- 17 na 28 przewodniczących Sądu Najwyższego;
- 61 na 77 przewodniczących Senatu;
- 21 na 33 spekerów Izby Reprezentantów;
- 80 na 134 osób pracujących w służbie dyplomatycznej.

Dane przytoczone przez Pana Krzysztofa Michałka w "Dyplomaci i okręty (...)" z 1987r. Str. 51.
Licząc czas sprawowania władzy na poszczególnych szczeblach administracji dochodzimy do jasnej konkluzji, że to przedstawiciele Południa wiedli prym przed swymi kolegami z Północy i tak:
- przez 48 lat w Białym Domu zasiadali prezydenci pochodzący z Południa, a tylko przez 23 lata z innych rejonów kraju;
- w Senacie przewaga ta z wyjątkiem dwóch sesji utrzymywała się od 1809 roku;
- przez 43 lata spekerem Izby Reprezentantów był przedstawiciel Południa, a tylko przez 24 lata przedstawiciel Północy;
- w kolejnych administracjach przez 40 lat sekretarzem stanu był Południowiec, a tylko przez 25 lat przedstawiciel Północy;
- podobnie było z prokuratorem generalnym, którym przez 42 lata był Południowiec, a przez 25 lat reprezentat Północy.

Wobec tych danych zadam pytanie:
Czy nadal można twierdzić, że to "ciemiężone" latami przez Północ Południe zmuszone było do zagrania ostateczną kartą "secesji"? Dodam, że zagranie tej karty miało na celu tylko:
- rozbicie jedności terytorialnej USA;
- stworzenie państwa, którego fundamentem było niewolnictwo;
- utrzymanie władzy przez tych, którzy byli właścicielami niewolników, tak by nikt nie pchał nosa w ich interesy i nie pouczał ich co powinni robić.
Zarąbista praca Pete Smile. Mam nadzieję, że w miarę możliwości będziesz ją poszerzał. Wydaje mi się, że jakość całości znacznie by wzrosła gdybyś w paru słowa uzupełnił opis niektórych ustaw, choćby bezlitosnego „Fugitive slave laws”.
Dzięki za słowa uznania. Big Grin
Conor, jeśli masz troszkę chęci i minimum wolnego czasu to możesz mnie wspomóc w tej pracy. Wsparcie zawsze się przyda, a może pojawi się jakieś troszkę odmienne od mojego spojrzenie na niektóre aspekty historyczne. Będzie o czym podebatować Big Grin
Wobec tego zapraszam do współpracy. Big Grin

Brat Szary

Pete, dzięki. To rzeczywiście wymagało sporo zaangażowania. Takie zestawienie ułatwia zrozumienie tych czasów. Każdy może sobie rozwinąć poszczególne hasła, zarówno te dotyczące prezydentów, wydarzeń za poszczególnych prezydentur, jak też układu sił w Kongresie i Senacie i wyrabiać sobie własne zdanie. Pełna zgoda w kwestii narastającego konfliktu od początku państwowości USA. Oprócz prezydentury Lincolna ciekawi mnie zwłaszcza Polk (Go West !) i Monroe (na drugą kadencje wybrany jednomyślnie - to chyba rzadkość, no i Kompromis Missouri). Świetnie udajesz Jankesa Pete Wink
Co, do Monroe jeszcze, to tzw. Doktryna jego imienia gwarantowała m. in, że Stany nie będą się wtrącać w sprawy innych państw Smile). Niezły z niego żartowniś
Przekierowanie