Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ludwik Żychliński i jego udział w wojnie Secesyjnej
Autor Wiadomość
Akab Offline
Forumowicz

Liczba postów: 3
Dołączył: 2020
Post: #1
Ludwik Żychliński i jego udział w wojnie Secesyjnej
Ludwik Żychliński i jego udział w wojnie Secesyjnej

Ludwik Żychliński urodził się prawdopodobnie w 1837 roku w Wielkopolsce. Pochodził ze starej szlacheckiej rodziny herbu Szeliga z Wielkopolski. Ponieważ nie uczęszczał do szkół w wieku dwudziestu lat musiał odbyć służbę wojskową w pruskiej armii. Po dezercji z wojska pruskiego przybył do Włoch i u boku Garibaldiego brał udział w marszu „czerwonych koszul”. Jeszcze przed wyjazdem z Włoch od Garibaldiego otrzymał listy polecające i nominację oficerską . Następnie z powodu niemożności powrotu do kraju udał się do krewnych w Anglii. Na wieść o wybuchu wojny secesyjnej postanowił udać się za ocean i stanąć w szeregach Unii.
Jak pisał w swoim pamiętniku :
„...za pomocą familii mojej, opuściłem Londyn 1 Lutego 1862 roku na statku żaglowym trzymasztowym „Hemisphere” udającym się do Nowego Jorku....”
Po przybyciu do Nowego Jorku Żychliński dowiaduje się że w mieście jest rekrutowany tylko jeden pułk, dlatego też bierze ze sobą listy polecające i postanawia udać się do nowo tworzonego pułku, który tworzony jest przez pułkownika Feliksa Conforta, Francuza z pochodzenia . Spotkanie z pułkownikiem Feliksem Confortem w swym pamiętniku Żychliński opisuje:
”...Pan Conford dość zimno mnie przyjął a po przeczytaniu listów rozmówiwszy się krótko, odpowiedział że nie może dać mi miejsca oficera gdyż wszystkie miejsca oficerskie zostały obsadzone, lecz przyjmie mnie jako pierwszego pod oficera w randze Chorążego w swoim pułku. Chętnie na propozycyą przystałem i tego samego dnia przysiągłem na wierność Stanom Zjednoczonym Ameryki....”
Formowany pułk nazywa się „Les Enfants Perdu” i składał się z Francuzów i Niemców. W pułku tym jak ustaliła Anna Colucci . Żychliński rzeczywiście figuruje pod zniekształconym nazwiskiem jako Louis Dezychlinsby, najpierw jako sierżant w kompanii E , kilka dni później sierżant w kompani B i w końcu tylko jako szeregowiec. Ale w pułku tym znajdował się także niejaki Zychlinski Edwon w stopniu kaprala.
Z Nowego Jorku pojechał do Waszyngtonu ,a potem statkiem na Półwysep w Wirginii , gdzie armia unijna pod dowództwem generała McClellana oblegała Yorktown. Żychliński w swym pamiętniku opisuje:
„Dnia 28. Marca pułk mój po przeglądzie i paradzie przed prezydentem, dostał rozkaz udania się na parowiec nas czekający, który po 27-godzinnej przeprawie – wysadził nas pod Jorktown w bliskości pola bitwy.
Wylądowaliśmy 30 .Marca o 3 mile od fortecy Jorktown, z wieczora przy odgłosie dział nieprzyjaciela, który z miasta rzucał bomby i granaty na oblegających.”
„ .....Pułk mój był dość gustownie umundurowany i dobre robił wrażenie. Mieliśmy spodnie żuawskie niebieskie – kamasze białe i pół-botki – surducik niebieski, zrobiony na sposób strzelców francuskich z żółtym wyszywaniem –kaszkiet francuski czarny żółtemi sznurkami obszywany i pióro czarne przypięte na kaszkiecie, spadające na oczy.”
Prawdopodobnie do Yorktown pułk Żychlińskiego przybył w kwietniu a nie jak opisuje w swoich pamiętnikach w marcu. Ponieważ oblężenie Yorktown trwało od początku kwietnia do 3 maja 1862 roku, więc najprawdopodobniej Żychliński myli daty przybycia na Półwysep.
Następnie żychliński tak pisał o oblężeniu miasta Yorktown;
„Pułk nasz rozłożył namioty o ile mógł w lesie błotnistym na lewym skrzydle linii oblężniczej, o dwie mile angielskie od bateryj nieprzyjacielskich w bliskości głównej kwatery jenerała MacClellan – tak blisko staliśmy od nieprzyjaciela , że gotując obiad i kawę, widziałem arteleryją naszę pojedynkującą się armatami ciągnonemi, na sposób Napoleona III, z artyleryją forteczną nieprzyjaciela i nieraz słyszałem szum i świst przelatujących kul po nad głowami obozującego pułku.”
Żychliński pisał również o szkoleniu wojska i sytuacji w swoim pułku:
„Trzeba mi jednakże nadmienić, że jak tu zwyczajnie ze wszystkimi pułkami bywa i nasz pułk nie był wyćwiczony, i żołnierz składający go nie był ćwiczony regularnie i tylko znał powierzchownie pierwsze poruszenia i manewra”.
„ Rozmaicie pomyślałem sobie, patrząc na zdumiałych i zatrwożonych żołnierzy, pytających się, co robić mają – jeżeli rozkaz dostaną pójść w ogień? Byli tacy nawet co nieumieli nabijać karabina i nieznali użycia bagnetu, a co dopiero komendy naszego poczciwego pułkownika pana F. Conford, który nieznał i słowa po angielsku i niemógł się rozumieć z Niemcami i Irlandczykami, których narodowości w połowie składały nasz pułk. Przez kilka dni nie dostaliśmy rozkazu i tylko ćwiczyliśmy żołnierzy w użyciu broni i głównych poruszeń i że tak powiem uczyliśmy żołnierza abecadła.”
Po ustąpieniu konfederatów z miasta Yorktown 3 maja 1862 roku Żychliński uczestniczył w bitwie pod Williamsburgiem która miała miejsce 5 maja 1862 roku, którą tak to opisuje w pamiętniku:
„ Bitwa pod Williamsburg rozpoczęła się jak tu zwykle bywa, pojedynkiem artyleryi, potem po cztero-godzinnej kanonadzie nieprzyjaciel rozpoczął ogień karabinowy i zaczął nas spędzać z pagórków, gdzie nasza artylerya operowała. W niektórych punktach pułki nasze mocno ucierpiały, nieprzyjaciel ze zwykłą swoją odwagą parł nas ku centru naszemu i groził zajściem nam z flanki – a zwłaszcza brygadzie gdzie mój pułk się znajdował. Rezerwa naszego skrzydła prawego poszła w ogień a za nią i mój pułk. Muszę przyznać, że żołnierz choć niewyćwiczony placu dotrzymał i stał dwie godziny w ogniu armatnim i karabinowym. Oficerowie nasi głowy postradali i tak się po za drzewami i w dołach chowali, że podczas bitwy połowy niemogłem dopatrzeć, i nieraz pomyślałem że ten lub ów ranny lub poległ.”
Żychliński w swoim pamiętniku opisuje następnie ostrzeliwanie pozycji jego pułku przez konfederacką artylerię w trakcie Bitwy pod Williamsburgiem :
„ Nieprzyjaciel zkoncentrował dwie baterye ku nam i tak nas parzyć począł kartaczami, granatami i szrapnelami w naszym lasku, że sądny dzień na myśli mi przyszedł, gdyż nie tylko że kule spadały gradem, lecz drzewa i gałęzie łamane przez strzały i odłamki bomb i granatów, spadały na głowę i raniły naszych potrwożonych żołnierzy. Cała brygada na pomoc nam przybyła, wkrótce się zwinęła i w zupełnym nieładzie na prawy brzeg lasku cofać się poczęła, gdzie i my poprzednio stanęliśmy, odpowiadając ogniem pułkowi nieprzyjacielskiemu naprzeciw nam stojącemu.”
W końcu mamy opis ataku jednostek konfederackich na jego pułk;

„Nieprzyjaciel na nas natarł i taki nieład powstał na całej linii bojowej, że widziałem oficerów i żołnierzy uciekających z rozmaitych pułków, przedzierających się przez krzewiny w rozmaite kierunki. Niebawem co by się było stało z całą brygadą jenerała Van Allan, gdyby nie nasz pułk „ Les Enfans Perdues” i cztery armaty co dotrzymały placu i zapobiegły że nasz nieprzyjaciel wszystkich do niewoli nie zabrał. Podczas tego natarcia comt de Paris zwłaszcza odznaczył się odwagą i przytomnością umysłu. Wycofaliśmy się z lasku i przyznam się teraz, że prawdziwie i serdecznie odetchnąłem, widząc się na wolnem polu i niesłysząc już nad głową łamania gałęzi i pękania granatów, bomb i spadających szrapneli.” „...Noc nadeszła a z nią bitwa ustała, w której straciliśmy 2170 poległych i 4837 rannych”.
Następnie brał udział w pochodzie armii unijnej gen. McClellana na Richmond w trakcie której występowały ciągłe potyczki z wojskami konfederackimi broniącymi swojej stolicy.
W Richmond walki były bardzo ciężkie wojska Unii nie zdołały jednak zdobyć miasta, ponieważ nie mieli odpowiedniej artylerii. Żychliński tak opisuje walki pod stolicą konfederatów :
„ Jenerał MacClellan postanowił oblegać miasto Richmont i sprowadzał działa oblężnicze i moździerze kalibru olbrzymiego, do bombardowania miasta Richmontu i fortyfikacj go otaczających. Codzień odbywały się potyczki podjazdowe, gdzie zwykle nieprzyjaciel cofał się za szańce i fortyfikacye własne, artylerya nieprzyjacielska rzucając bomby i granaty – oświecała nasze obozy i nocne posterunki.”
Podczas jednej z bitew 18 czerwca 1862 roku Żychliński miał odnieść ranę zdarzenie to opisuje w taki sposób w swoim pamiętniku:
„ Dnia 18. Czerwca komenderowałem wartą i posterunkiem pułku naszego w bliskości przez nas usypanej bateryi. Sam nieprzyzwyczajony do tak frugalnej żywności i klimatu tak zmiennego Wirginii, febry się nabawiłem, lecz pełniłem służbę o ile mogłem, zwłaszcza że znałem dokładnie język angielski i mój pułkownik pan Feliks Confort zwykle na ważne posterunki mnie wysyłał, co pochlebiało mojej miłości własnej.” „...Komenderowałem 3cią sekcyą w kompanii i trzeba mi było uformować pierwsze dwa plutony, które w zamieszaniu do kompani F się dostały.” „...Zaledwie uformowaliśmy w lesie, uwiadomiony krzykami komendy i sygnałami trębacza o naszej obecności w lesie, niezadługo przywitał nas ogniem batalionowym i wkrótce natarł na nas bagnetem.”
„...W tej potyczce straciliśmy 31 ludzi i 79 rannych. Ja sam odebrałem ranę bagnetową, lecz mało znaczącą.”

Został więc najpierw przetransportowany do Yorktown a następnie do portu Baltimore . Swoją chorobę opisuje:
„Dnia następnego, febra i trudy tak mnie osłabiły, że musiałem podać się na listę lazaretu i zostałem odwieziony do Williamsburgu, gdzie pod namiotem w gorączce tydzień przeleżałem i na dobre się rozchorowałem. Doktór odesłał mnie do Jorktown, gdzie mogłem mieć więcej wygody. Po padnięciu tak fatalnem w nocy 18. Czerwca, i uderzeniu tak gwałtownem, ruptura się pokazała i tyle mnie dolegała, że doktór miał obawę, aby gangrena się niepokazała.”.....Przy rewizyi, doktór za niezdatnego do dalszej służby, dla mojej ruptury mnie uznał, dał świadectwo i wysłał dla wyleczenia do lazaretu w Baltimore w Maryland z więcej jeszcze rannymi i chorymi. Stanąłem po 30-godzinnej żegludze, osłabiony i cierpiący nakoniec w Baltimorze, gdzie lazarety tyle były jeż przepełnione, że nas za miasto wywieźli i umieścili w namiotach, gdzie leżeli na tyfus chorzy żołnierze. Obchodzono się z nami chorymi i rannymi zupełnie po barbarzyński, bez żadnej delikatności i usług, - niepytano się czy pić lub jeść żądamy.”
Tam po długim oczekiwaniu na pomoc zaopiekowała się nim rodzina z Filadelfii, rodzina ta traktowała go jak członka rodziny i otaczała czułą opieką.

W Przygodach Wielkopolanina... opisuje:
„ W domu, którym znalazłem gościnność, pomoc i opiekę, trzech synów służyło na ochotnika zaraz z początku wojny w szeregach armji i dosłużyli się stopni oficerów. Z jednym nawet kolegowałem i byliśmy ranni, w jednej i tej samej bitwie, lecz rana jego była małoznacząca, więc pozostał na linji bojowej. Ojciec zaś, matka i trzy siostry zajmowali się czynnie niesieniem ulgi i pomocy rannym i samej armji....”
W wojskowych dokumentach medycznych jakie zostały przebadane przez Annę Colucci , wynika że szeregi unijne Żychliński opuścił na skutek przepukliny a nie rany. Według dokumentów medycznych 8 lipca dostał orzeczenie o niezdolności do służby wojskowej
Natomiast w książce Mieczysława Haimana , który wzoruje się na drugiej części Wspomnień Żychlińskiego, wydanych w 1882 roku Żychliński po wyzdrowieniu wrócił do armii Unii i brał udział w nierozstrzygniętej bitwie pod Antietam 17 września 1862 roku. 1 października1862 roku wg Haimana miał możliwość spotkania wraz delegacją żołnierską w obozie pod Waszyngtonem prezydenta Lincolna, który przybył tam w celu sprawdzenia stanu armii. Natomiast wg strony Z. Kurzawy spotkanie to miało miejsce w zupełnie innym czasie i miejscu, gdyż ustalił on ,że miało ono miejsce podczas wizytacji przez Lincolna jednostek pod Fredericksburgiem 23maja 1862 roku. W Przygodach opisuje:
„ Pewnego dnia przybył też do naszej armji w odwiedziny prezydent Lincoln w celu przekonania się o stanie armji: miałem przeto sposobność patrzeć zbliska na jego osobę i na jego całe otoczenie i postępowanie......Przyjmował zażalenia, podania, skargi i prośby, i nie można było nikomu wzbronić, żeby nie mógł mieć wolnego przystępu do osoby prezydenta. Całą oznaką, okazywaną przez wojsko osobie prezydenta było to, że szeregi prezentowały broń, sztandary wznosiły się w górę przy odgłosie hymnu narodowego a szeregi wołały: „Niech żyje Unja i Republika”. Nie słyszałem nigdy, żeby wołano: „Niech żyje Lincoln”, lecz zawsze okrzykiem na cześć prezydenta republiki i Unji witano osobę tak skromną i popularną, która jednak reprezentowała wolę 40 milionów narodu i miljonową armję z ochotników złożoną”.
Żychliński w swoich wspomnieniach opisuje również spotkanie z prezydentem Lincolnem w którym brał udział w z innymi oficerami i Polakami :
„ Wraz z kilku Polakami , jako deputacja, udałem się do prezydenta, zamieszkałego w obszernym namiocie w obozie, żeby go powitać i zapewnić, że duchy Kościuszki i Pułaskiego nas jedynie sprowadziły w szeregi Stanów Zjednoczonych, aby walczyć na polu bitew za wzniosłe ideje i bronić wolności i zagrożonej republiki, do której zaprowadzenia przed stu laty i nasi bohaterowie krwią swą dopomogli i czyste i szlachetne swe ręce do tego dzieła przyłożyli. Przy tej sposobności gen. Hooker przedstawił i mnie prezydentowi, chwaląc odwagę Polaków w bitwach, sumienność przy wypełnianiu obowiązków w służbie, i gorącą i szczerą miłość do wolności. Prezydent podał i mnie rękę i oświadczył, że każdy Polak już w swej krwi posiada męstwo w boju i jest dobrym żołnierzem, i że Stany Zjednoczone czują dla Polski głębokie współczucie , a synom jej nigdy nie odmówią gościnności i chleba. Pytał nas także jak wielu Polaków jest w armji i chwalebnie się wyrażał o Rozenkrancu, o Krzyżanowskim i o wielu jeszcze innych Polakach osobiście mu znanych, a potem jak na Amerykanina, serdecznie nas żegnał, mówiąc : „ Do widzenia z panami i po wojnie, bo my nie zapomnimy wynagrodzić tych, którzy nam dopomagali do zwalczenia nieprzyjaciela, pragnącego utrzymać niewolnictwo w Republice i dążącego do rozbicia całości owej Unji, dobrowolnie złączonej w silną państwową i solidarną całość”.
Żychliński brał udział w bitwie pod Fredericksburgiem , gdzie stracił swego ordynansa a bitwa pochłonęła 13 tysięcy unijnych żołnierzy i nie przyniosła żadnej korzyści armii federalnej. Gdy dowództwo Armii Potomaku przejął gen. Hooker- Żychliński został wysłany do stanu Massachusetts w celu zwerbowania nowych ochotników do wojska. Podczas sprawowania tego stanowiska , zauważył nadużycia i łapówkarstwo ze strony urzędników stanowych( za pobieranie od dostawców towarów niezbędnych dla armii urzędnicy dostawali wysokie łapówki , fałszowano również rejestry żołnierskie). Będąc w Bostonie Żychliński miał odebrać nowo zwerbowanych ochotników napotkał znów na próby matactw i oszustw ze strony urzędników oraz dostawców. W Przygodach ..... opisuje:
„... Stanąłem w mieście Bostonie i zaraz rozpocząłem odbierać dla naszego korpusu świeżo co uzbieranych przez biura werbunkowe ochotników, ubrania dla nich i rozmaite przybory.
„... Przy odbieraniu ochotników do pułków przekonałem się w naszej komisyi, że Niemiec rodem, lekarz wojskowy i pułkownik Amerykanin byli przekupieni, bo o ile tylko mogli ułatwiali gubernatorowi stanu oddawać wielu niezdolnych do służby ochotników, z których liczby na papierze podczas drogi do pułków przez Waszyngton zwykle mnóstwo wykazywano dezerterów, lecz w rzeczywistości ci nie egzystowali wcale. Każdy taki żołnierz przedstawiał zysku kilkaset dolarów, bo jego bo jego porękawiczne tonęło w kieszeniach spółki i tak samo pieniądze na jego ubranie, przybory i zaopatrzenie.”
Dzięki pomocy polaków i polskich żydów, których znał jeszcze z Wielkopolski, zamieszkujących w Bostonie uniknął uwikłania się w kłopoty . Tak opisuje ich pomoc :
„ .....spotkałem na ulicy żydówkę, którą znałem z Jarocina i która zamieszkiwała w Bostonie i znała mnie od dziecka: ojciec jej bowiem był pachciarzem przez długie lata w majątku moich rodziców.... w Bostonie mieszkało dużo żydków polskich i że mięli swą bożnicę, do której mnie zaprosili na nabożeństwo w przyszły szabas dla poznania się tamże z wszystkimi..... Żydkowie ci rozmówili się ze mną i oni najlepiej odkryli mi wszelkie zakulisowe intrygi co do manowców i matactw przy oddawaniu do armji żołnierzy, ubrań i przyborów. Oni to też nauczyli mnie, by się nie dać wyprowadzić w pole przez przebiegłych Jankesów.....Żydzi ci dlatego z taką gościnnością i szczerością mnie przyjęli, bo ojciec mój w r. 1818-tym obronił w Jarocinie żydów od zemsty naszych włościan.....”
Po kilkumiesięcznych męczarniach z urzędnikami w kilku stanach , Żychliński napisał list do gen. Hookera o przeniesienie i tak też się stało Żychliński ponownie został przeniesiony znowu na front. W obozie gen. Hookera podzielił się swoimi przeżyciami z korupcją urzędniczą w poszczególnych stanach. Po otrzymanych informacjach generał Hooker ostrzegł ministerium wojny o nadużyciach panujących w urzędach. Nie przyniosło to jednak żadnego efektu nadal ten proceder miał miejsce do końca wojny . Podczas swej misji rekrutacyjnej Żychliński dowiedział się o wybuchu Powstania Styczniowego w Polsce , podjął decyzję o powrocie do ojczyzny. W takich słowach pisze :
„Od tej chwili nie miałem spokoju w duszy, bo ta rwała się nieustannie tam, gdzie się krew bratnia lała i przeklinałem godzinę, w której zaciągnąłem się w szeregi armji Stanów Zjednoczonych, a gdzie wiązały mnie przysięga i honor wojskowy, w Polaku zwykle tak głęboko wyryty w sercu”.
Zaczął starać się o zwolnienie ze służby wojskowej w celu udania się do Polski, dzięki pomocy gen. Hookera udał się jako kurier do Waszyngtonu , gdzie otrzymał zgodę na urlop od lekarza i na udanie się na „rehabilitację do wód europejskich „ . 12 maja 1863 roku na parowcu „Saksonjia” opuścił Amerykę i popłynął do Liverpoolu w Anglii .Następnie dzięki fałszywemu paszportowi przedarł się przez Niemcy do Warszawy.
Po przybyciu do kraju był między innymi dowódcą oddziału powstańczego „Dzieci Warszawskich” utworzonego z młodzieży , która uciekła przed branką. Podczas powstania wraz ze swoim oddziałem odniósł zwycięstwo pod Ossą a po upadku powstania trafił na Syberię. Z zesłania na Syberii do kraju wrócił w 1868 roku zamieszkał w zaborze austriackim i poświęcił się pisaniu swoich wspomnień , zmarł w 1891

Bibliografia

Grzeloński B., Ameryka w Pamiętnikach Polaków Antologia,Warszawa1988
Grzeloński B., Polacy w Stanach Zjednoczonych Ameryki 1776 – 1865,Warszawa,1976
Grzeloński B., Rusinowa I., Polacy w wojnach amerykańskich
1775 – 1783 1861 – 1865,Warszawa ,1973
Haiman M., Historja Udziału Polaków W Amerykańskiej Wojnie Domowej ,Chicago,1928

Źródła

Żychliński L. , Pamiętniki z wojny amerykańskiej 1862,Poznań 1863

Strony internetowe

http://zbigkurzawa.eu/ludw.html artykuły Zbigniewa Kurzawy :
LUDWIK ŻYCHLIŃSKI- oficer Armii Potomaku
LUDWIK ŻYCHLIŃSKI- prawda czy fantazja pamiętnikarza
26-04-2020 09:22
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Arytykuł "Włodzimierz Krzyżanowski - polski bohater wojny secesyjnej" Jurgen 3 8,228 22-11-2014 00:27
Ostatni post: Jurgen

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Kontakt | Moje forum | Wróć do góry | Wróć do forów | Wersja bez grafiki | RSS